patio vintage prl i amerykański patchwork

Zebrało się tego trochę. Od ubiegłego roku trochę bezskutecznie robię patio. Niestety niewyględne nadal, więc zobaczycie je dopiero po skońc...

Zebrało się tego trochę. Od ubiegłego roku trochę bezskutecznie robię patio. Niestety niewyględne nadal, więc zobaczycie je dopiero po skończeniu. Liczę, że w najbliższej pięciolatce się uda (żart). Nie no, mam nadzieję szybciej.

Już udało mi się odgracić patio, na rogu którego rośnie stara jabłoń. Świetnym pomysłem było obudowanie jej dachem. Jabłoń co prawda powoli kończy swój żywot, ale nadal cieszy i nawet daje jakieś marne owoce. Lubię takie rozwiązania gdy nie usuwa się bez potrzeby drzew, a umiejętnie wkomponowuje w otoczenie.

Patio będzie zdecydowanie vintage, meble i przedmioty z odzysku. Stare drewno oczyszczone myjką ciśnieniową dostało nowego blasku. Trochę nowych/statych tkanin i będzie bosko.

Idealnym nawiązaniem do klimatów vintage jest mój nowy patchwork, którego bazą jest tkanina rodem z PRL (cudowne odkrycia u mojej teściowej)

Stonowane barwy i prosty wzór tzw dziewięciu łat (wszak patch to po polsku łata), tak więc w oryginale brzmiący NINE PATCH to pomysł zaczerpnięty z klasycznego patchworku amerykańskich pionierów. Doskonale wkomponował się w vintage'owe zbiory.

Stare żelazne łóżko pojawiło się już w mojej PRACOWNI w Pruszkowie. Tutaj jest dobrym miejscem do siedzenia lub leżenia patchworków. Fotogeniczne i cudownie zjechane zębem czasu. Idealne wprost do wszelkich stylizacji. Stary, dębowy stolik i kilka przedmiotów z historią, milcząco wnoszących w moje życie klimat tajemniczości. 

Zobaczcie co już udało mi się zaaranżować. 

groszek pachnący w tym sezonie udał mi się wyjątkowo

przecudny jego zapach wspaniale miesza się z zapachem tarty serowej z borówkami i nalewką z czarnej porzeczki

urzekają mnie przedmioty, świecznik kupiony w hurtowni pasmanteryjnej, doskonale wpisuje sie w ten styl

osławione dziewięć łat, bazą jest tkanina w kwiatki, relikt PRL

dołożyłam do niej amerykańską AGF (turkusowy) i rodzime bawełny jednobarwne


ta tkanina jest niezwykle inspirująca, choć nie wiem czy gdybym nie szyła patchworków wpadłaby mi w oko

stare, wymuskane wiatrem i deszczem drewno idealnie wkomponowało się w styl vintage


obiecuję sobie, że za rok groszków pachnących będę mieć cały ogród


Cieszy mnie ten patchwork, można powiedzieć wreszcie zrobiłam coś dla siebie :) tak z uczuciem. Letnie wieczory na patio czy tarasie nie będą już groźne w chłody, choć jak patrzę na prognozy, to upadły jeszcze dadzą nam popalić.


Tymczasem ściskam was i do następnego razu :) ❤❤❤❤❤❤


You Might Also Like

10 komentarze

  1. Mnie się osobiście bardzo taki wystrój bardzo podoba. Mam taki sam problem jak ty, robię patio i nie mogę go skończyć. W moim przypadku jest tak, że jak już chce się za nie zabrać to nagle wypada mi coś innego i znowu zostawiam je nieruszone. Życzę nam obu powodzenia w dokończeniu naszych patio!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, zawsze tak jest gdy jest wiele tematów do ogarnięcia. U mnie podobnie :)
      Powodzenia

      Usuń
  2. Dear Renata,
    thank you so much for your lovely visit. Happy to have you around. These "old fashion" setting is so wonderful and I really love it. It's time for a dream or fairytail :) - So let's have some.
    All my best and happy days
    Elisabeth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I am very pleased, Elisabeth, that you visit my blog.
      Best wishes

      Usuń
  3. Pięknie prezentujesz swoje zdjęcia a narzuta jest cudowna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo. Cieszę się, że narzuta podoba Ci się. To tak mało znany wzór patchworku w PL.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia i patchwork!

    Tkaniny z PRL często są bardzo ładne. Wtedy projektowali je zawodowcy. Niedawno byłam u mamy, która kiedyś szyła nam ubrania (a teraz szyje patchworki), oglądałyśmy stare zdjęcia i właśnie tkaniny zaczęłyśmy wspominać. ;-) Przy tej okazji wiele innych wspomnień powróciło.

    (Np. przy okazji zdjęcia sukienki mamy, okazało się, że była kupiona na wesele - a gdzieś tu są zdjęcia z tego wesela... i zaraz się przypomina, co się wydarzyło). Sukienka żółto-pomarańczowa, w wielkie kwiaty - lata 70 jeszcze, inne młode dziewczyny też miały takie wzory na bardzo krótkich sukienkach. Teraz już takich nie robią... No i teraz to poważne panie emerytki... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale czad, też mam taką sukienkę po Mamie, w żółto-pomarańczowe kwiaty. Muszę jej poszukać, bo tkanina naprawdę zacna.
      Masz rację, w PRL tkaniny projektowali zawodowcy. Dziś praktycznie każdy może zaprojektować sobie wzór na tkaninie. To też ma swoje zalety. Ale za PRL kupowało się co było. A było różnie.
      Co tam gadać, jak zaczęłam szyć patchworki te 10-12 lat temu jeszcze było słabo z tkaninami i pamiętam jak licytowałam aukcje na Allegro po nocach, żeby zdobyć jakiś fajny kawałek. Abo się brało tkaniny z Lumpa...

      Fajnie, że przy okazji odkryłaś tak fajne wspomnienia.

      Uściski :)

      Usuń
  5. Podoba mi się klimat panujący u Ciebie. Jest taki niezobowiązujący i od razu daje się odczuć, że tworzy go artystyczna dusza ;)
    Mam nadzieję że jeszcze uda się nacieszyć wieczorami na świeżym powietrzu, u mnie dość mocno chłodem zawiewa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, końcówka sierpnia naprawdę sie nie udała pogodowo. Bardzo żałuję, też miałam nadzieję na letnie posiadówy w plenerze.
      Dziękuję Kamilo za miłe słowa.

      Ściskam

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz

Pozdrawiam :)