Wena mi wróciła, ale radości brak :-(

Już miałam pisać o braku weny, o braku chęci do czegokolwiek... Pominę to, że pogoda straszna. Z jednej strony upały, z drugiej ulewy. Miesz...

Już miałam pisać o braku weny, o braku chęci do czegokolwiek... Pominę to, że pogoda straszna. Z jednej strony upały, z drugiej ulewy. Mieszanka można powiedzieć wybuchowa....

Od tygodnia mój najukochańszy kot Kabaret walczy o życie... i ma tę walkę przegraną. Ma białaczkę...
Codziennie jeżdżę z nim na kroplówki i zastrzyki....
Przeżyliśmy razem 16 lat, najwierniejszej i najpiękniejszej przyjaźni i miłości. Niezwykłej, bo i Kabaret jest kotem niezwykłym. Niesamowicie inteligentny, piękny, mądry...

Pamiętam dzień kiedy się urodził, gdy moja przyjaciółka przybiegła do mnie oznajmiając, że jedno kocię już jest.... Poleciałam jak na skrzydłach, bo zamówiłam u niej kotka.

Był cudny, maleńki, czarniutki, przyssany swoim nieproporcjonalnie dużym pyszczkiem do futra matki. Na prawej łapce miał dwa najmniejsze na świecie białe paluszki. Pomyślałam wtedy "będziesz mój". Nawet nie zdawałam sobie sprawy co to oznaczało "MÓJ". Najbardziej "MÓJ" kot na świecie.

Nawet wieść gminna niesie, że mój mąż chcąc wejść w posiadanie tak wspaniałego kota, popełnił ze mną małżeństwo :-))) Ale kot i tak nadal był "MÓJ". Owszem po jakimś czasie zaakceptował kolesia, który sypiał po drugiej stronie łoża. Jednak nie zmieniło to jego, cudownej, kociej miłości do mnie....

Będzie mi go brakowało, choć jeszcze trochę czasu mamy... w piątek wet ma podjąć ostateczną decyzję. Zresztą jakakolwiek ona będzie, ileż może żyć kot z białaczką...???????
Cieszę się, że mam to drugie futro, bo ciężko by mi było tak, bez mruczącego, cieplutkiego futerka, bez porannego pomiaukiwania, ocierania się....
Uwielbiam koty....


Dziś popełniłam kilka kubeczków, to tak na powrót weny, w zasadzie pokazuję te dwa "domkowe". Motyw domkowy mnie nie opuszcza. Wymodziłam też kilka kwiecistych, ale takie już pokazywałam, maki, chabry....





Wena definitywnie mi siadła przy kolejnym quilcie, wzór świetny, dość pracochłonny. Miał iść "do ludzi", ale ten zostanie chyba u mnie. Muszę zrobić następny.
W międzyczasie popełniłam taką słodką podusię na urodzinowy prezent dla koleżanki mojej córci, Zuzi. Zauroczył mnie motyw tej słodkiej dziewczyneczki. Mam kilka innych pomysłów w wykorzystaniem tego wzoru.

A w ogóle zapragnęłam zrobić jedwabny quilt z ręcznymi aplikacjami. Aż mi się chce śmiać z siebie samej, jeszcze niedawno pisałam, że nie lubię ręcznego szycia. Poczyniłam już próby przyszywania ręcznego aplikacji igłą tak cieńką, że nie wiem jak ją chwycić. Używa się do tego celu transparentnych, poliamidowych nici o grubości ludzkiego włosa (no... takiego grubszego :-)
Tja..... człowiek się ogólnie zmienia.....
Pozdrawiam Was serdecznie :-)

You Might Also Like

22 komentarze

  1. Dobrze że jesteś bo już się martwiłam. Są na świecie rzeczy na które nie mamy wpływu ... zatem ciesz się chwilą po prostu. Kubasy fajowe takie jak cala Ty domowe i ciepłe pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne dni przed Tobą... zwierzęta domowe to jak członkowie rodziny, po ich stracie tak samo cierpimy :/
    Podziwiam robótki :) Trzymaj się

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie mi przykro z powodu Twojego ulubieńca tym bardziej, że ja też bardzo lubię koty.

    Twory Twoje bajeczne ...

    Ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciężkie chwile przed Tobą.. trzymaj się.. Musisz to jakoś przeżyć..

    A Twoje wytwory jak zwykle cudne! Podziwiam za cierpliwość (ja nie znoszę szyć!)

    Pozdrawiam.. uściski!

    OdpowiedzUsuń
  5. 13ko, Dagmaro, Kasandro, Elle dziękuję, wiem... oswajam się już od jakiegoś czasu z tą myślą....

    Pozdrawiam Was gorąco

    OdpowiedzUsuń
  6. Przykro mi strasznie.
    Trzymaj się jakoś.
    Twoje robótki swietne,szczególnie podusia..
    Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo mi przykro, nasi mali domownici to niby tylko zwierzęta, mi jednak jest bliska franciszkańska dewiza o braterstwie pomiędzy nami a braćmi mniejszymi. Sama pałam miłością do kotów - tym mocniej współodczuwam Twój ból. Trzymaj się cieplutko, Ania

    OdpowiedzUsuń
  8. Strasznie mi przykro ...ciężkie chwile przed tobą ,zatem bądź dzielna .

    A Twoje prace świetne ,zwłaszcza ostatnia podusia podoba mi się bardzo.

    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  9. Współczuję :((
    Ale miał długie, szczęśliwe kocie życie.

    Trzymaj się jakoś.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mi żal Ciebie i kotka :( Ja w takich sytuacjach tłumaczę sobie, że takie jest koło życia. Trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  11. zdrowia dla sierściucha życzę... ja też mam kicię - już 14 lat i nie wyobażam sobie że kiedyś jej nie będzie :( pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. przykro mi...

    piękne jest to co robisz! poduszka-zakochałam się!

    OdpowiedzUsuń
  13. Aagaa, Aniu, Ito, Evvo, Mia, Szewczykana, Elisse, Babibu... dziękuję za miłe słowa... Chyba pomagają Kabaretowi, bo zaczął jeść :-) więc jest ciut lepiej.


    Pozdrawiam Was serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  14. To smutne co piszesz o Kabarecie. Zwierzeta domowe darzymy szczegolnym uczuciem, wiec boli bardzo, gdy cierpia i odchodza. Przezyliscie ze soba dlugi okres.

    Twoje prace, jak zwykle piekne. Ty piszesz o braku weny, a ja podziwiam Twoja "produktywnosc". Przez rok nie zrobilabym tego wszystkiego.
    Ladne zdjecie masz w profilu :-).
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. bardzo ci współczuję, wiem jak okropne to uczucie gdy nic nie możesz zrobić... i podziwiam, że masz jeszcze głowę do robótek

    OdpowiedzUsuń
  16. Violcio, Ushii dziękuję za miłe słowa (o zdjęciu też :-). Te robótki to właśnie to "tylko" bo na więcej brakło mi konceptu, ale od wczoraj Kabarecik jakby radośniejszy. Mam nadzieję, że jutrzejsza wizyta u weta potwierdzi, że z nim lepiej i zostanie z nami jeszcze. A i mnie od razu lepiej jak widzę jego żywsze oczy.
    Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  17. życzę Panu Kotu jak najwięcej zdrówka.
    a odnośnie białaczki u zwierząt, u jednego z moich psiaków też jakiś czas temu stwierdzono białaczkę, a nieco później okazało się, że jednak nie tylko padła mu wątroba, tylko objawy były te same... a wszystko przez pedigree pale :(

    OdpowiedzUsuń
  18. Współczuję choroby kotka. ja równiez miałam 16-letnią kotke i niestey biedaczka padła ze starości. Nie miała juz siły chodzić - ze wzg na syzbki paraliż tylnych łapek miałam podjąc ostaeczną decyzje co dalej. Decyzje podje;lam- kosztowała mnie sporo stresu ale nie było wyjścia- bo się męczyła okrutnie a ja rarem z nią. Wróciłam do domu by ją zabrac do weterynarza a ona biedna sama umarła tego dnia. Było mi smutno i źłe ale wiedziałam ze juz nie cierpi
    ja równiez kocham futrzaki - koty.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ushii jest lepiej, kot je i jest ciut żywszy, ale na jak długo nie wiadomo. Cóż pozostaje się cieszyć, że jeszcze jesteśmy razem.
    Mili, przykro mi z powodu Twojego kotka. Miło mi, że do mnie zajrzałaś.
    Pozdrawiam Was serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  20. Alizee,tak mi przykro z powodu kotka...wiem co to znaczy stracić czworonożnego przyjaciela.

    Ściskam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  21. kubeczki wbrew smutkowi - bardzo radosne. To dobrze, niech śpiewają. Podusia przesłodka!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz

Pozdrawiam :)

Flickr Images

Google+