miłość do wnętrz to też trochę miłość do siebie

Słowo miłość użyłam trochę przewrotnie, ale wiadomo o co chodzi wszystkim tym, którzy wielbią wnętrza mieszkań, urządzanie, te długie zabawy...

Słowo miłość użyłam trochę przewrotnie, ale wiadomo o co chodzi wszystkim tym, którzy wielbią wnętrza mieszkań, urządzanie, te długie zabawy w wybieranie, dobieranie, komponowanie przestrzeni, zmiany, przestawianie. Szukanie złotego środka, tworzenie przyjaznej i komfortowej przestrzeni.

Dom od pewnego czasu stał się naszym azylem. Czasy covidowe sprawiły, że poświęcamy mu więcej uwagi. Ale i wcześniej, nasze chaty były też sposobem na pokazanie naszego stylu, gustu, zainteresowań. 

To, czym się otaczamy, w czym żyjemy dobitnie świadczy o nas samych, naszych potrzebach, umiejętnościach. Znacie powiedzenie, pokaż mi swoją sypialnię, łazienkę, kuchię, swój salon, przedpokój, korytarz, pokój dziecka, powiem ci kim jesteś.

Pewnie można to przełożyć na inne rzeczy, pokaż mi swoje biurko (ha ha ha znacie słynne zapytanie Alberta Einsteina - "jeśli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu - to czego oznaką jest puste biurko?"), to samo tyczy się damskich torebek, a szczególnie mam, których torebki, torby i torbiszcza to cały wszechświat naszych dzieci. 

Znacie też pewnie istnienie krzesła lub fotela, na których wciąż coś leży; do prania, prasowania, do ponownego noszenia.... 

I można tak w nieskończoność wymieniać. A w każdej tej rzeczy tkwi cząstka nas. Czasem się na to godzimy, a czasem nasz wewnętrzny, wyuczony ordnung, nakazuje sprzątać każdy najmniejszy paproszek.

Nie będę ukrywać, że moja artystyczna natura uwielbia porządek, jednak z osiągnięciem tego stanu ma niezły problem. Porządek jest u mnie krótkotrwały jak letnia burza (lub jak ostatnia 10 minutowa, styczniowa burza, po której dwa dni nie miałam wody i dzień przeżyłam bez prądu) Tak więc bałagan siłą rzeczy XD

Dlatego dziś pomyślałam, że pokażę wam coś ładnego. Coś co odnajdzie się w niejednym wnętrzu. Podkładki na stół z falbankami wykonane z pięknych tkanin, które pozostały po jakiejś produkcji. Po prostu nie mogłam pozostawić tak cudnych kawałków w otchłani niebytu.

Mogą być świetnym prezentem walentynkowym dla miłośniczki stylu romantycznego, angielskiego, wsiowego (bosz jak kocham to słowo - ale tak na serio).

Mogą być prezentem dla was samych, dla waszych śniadań, podwieczorków, kolacji. Obojętnie w jakim składzie. Z ukochaną, ukochanym, samą/samym sobą. 


Miłe dla oka, fotogeniczne i słodkie. Kto lubi - rąsia w górę. Edycja limitowana do wyczerpania zapasów. Prawdopodobnie nie wejdą do produkcji na stałe.



Zerkninjcie jeszcze na gładkie podkładki z lnu w kolorze bladego różu. Śniadadania w lekko francuskim anturażu będą na pewno wyjątkowe.




Te różyczki na szarym tle idealnie komponują się z lnianym obrusem. 




Znana wam już kolekcja ŁĄKA POPAS. Pełna wdzięku łączka, która doskonale ożywi nasze stoły. Czas mamy dość monnotonny kolorystycznie i warto ożywić wnętrza oryginalnymi dodatkami.




Bardzo lubię takie żywe akcenty na stole. Zdecydowanie poprawiają nastrój, a pięknie skomponowane wzory tkanin przyciągają wzrok.

Nie będę ukrywać, że bardzo lubię je oglądać na swoim stole.

Dostępne w sklepie TUTAJ

❤❤❤

Mam nadzieję, że udało mi się trochę podkoloryzować tę dość pochmurną sobotę. Niestety jeszcze trochę musimy sobie radzić z nieciekawym widokiem za oknem.

Tymczasem do miłego :)

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Ja z pewnością zaliczam sie do tych , którzy lubią ubierać swoje wnętrza, zmieniać je w zależności od nastroju lub pory roku. I tak jak ja zmieniam sie z biegiem lat, zmienia sie tez nasz dom-więc z pewnością jakieś połączenie jest :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię ubierać wnętrza, jednak rzadko dekoruję je zgodnie z porami roku, bardziej pod wpływem nastroju.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz

Pozdrawiam :)