miłość do wnętrz to też trochę miłość do siebie
stycznia 22, 2022Słowo miłość użyłam trochę przewrotnie, ale wiadomo o co chodzi wszystkim tym, którzy wielbią wnętrza mieszkań, urządzanie, te długie zabawy w wybieranie, dobieranie, komponowanie przestrzeni, zmiany, przestawianie. Szukanie złotego środka, tworzenie przyjaznej i komfortowej przestrzeni.
Dom od pewnego czasu stał się naszym azylem. Czasy covidowe sprawiły, że poświęcamy mu więcej uwagi. Ale i wcześniej, nasze chaty były też sposobem na pokazanie naszego stylu, gustu, zainteresowań.
To, czym się otaczamy, w czym żyjemy dobitnie świadczy o nas samych, naszych potrzebach, umiejętnościach. Znacie powiedzenie, pokaż mi swoją sypialnię, łazienkę, kuchię, swój salon, przedpokój, korytarz, pokój dziecka, powiem ci kim jesteś.
Pewnie można to przełożyć na inne rzeczy, pokaż mi swoje biurko (ha ha ha znacie słynne zapytanie Alberta Einsteina - "jeśli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu - to czego oznaką jest puste biurko?"), to samo tyczy się damskich torebek, a szczególnie mam, których torebki, torby i torbiszcza to cały wszechświat naszych dzieci.
Znacie też pewnie istnienie krzesła lub fotela, na których wciąż coś leży; do prania, prasowania, do ponownego noszenia....
I można tak w nieskończoność wymieniać. A w każdej tej rzeczy tkwi cząstka nas. Czasem się na to godzimy, a czasem nasz wewnętrzny, wyuczony ordnung, nakazuje sprzątać każdy najmniejszy paproszek.
Nie będę ukrywać, że moja artystyczna natura uwielbia porządek, jednak z osiągnięciem tego stanu ma niezły problem. Porządek jest u mnie krótkotrwały jak letnia burza (lub jak ostatnia 10 minutowa, styczniowa burza, po której dwa dni nie miałam wody i dzień przeżyłam bez prądu) Tak więc bałagan siłą rzeczy XD
Dlatego dziś pomyślałam, że pokażę wam coś ładnego. Coś co odnajdzie się w niejednym wnętrzu. Podkładki na stół z falbankami wykonane z pięknych tkanin, które pozostały po jakiejś produkcji. Po prostu nie mogłam pozostawić tak cudnych kawałków w otchłani niebytu.
Mogą być świetnym prezentem walentynkowym dla miłośniczki stylu romantycznego, angielskiego, wsiowego (bosz jak kocham to słowo - ale tak na serio).
Mogą być prezentem dla was samych, dla waszych śniadań, podwieczorków, kolacji. Obojętnie w jakim składzie. Z ukochaną, ukochanym, samą/samym sobą.
Bardzo lubię takie żywe akcenty na stole. Zdecydowanie poprawiają nastrój, a pięknie skomponowane wzory tkanin przyciągają wzrok.
Nie będę ukrywać, że bardzo lubię je oglądać na swoim stole.
Dostępne w sklepie TUTAJ
❤❤❤
Mam nadzieję, że udało mi się trochę podkoloryzować tę dość pochmurną sobotę. Niestety jeszcze trochę musimy sobie radzić z nieciekawym widokiem za oknem.
Tymczasem do miłego :)
3 comments
Ja z pewnością zaliczam sie do tych , którzy lubią ubierać swoje wnętrza, zmieniać je w zależności od nastroju lub pory roku. I tak jak ja zmieniam sie z biegiem lat, zmienia sie tez nasz dom-więc z pewnością jakieś połączenie jest :-).
OdpowiedzUsuńJa też lubię ubierać wnętrza, jednak rzadko dekoruję je zgodnie z porami roku, bardziej pod wpływem nastroju.
UsuńZgadzam się w 100% :) Ja kocham aranżować wnętrza i zmieniać coś w nich. Moje mieszkanie to mój azyl, a wprowadzanie w nim nowości wprawia mnie w dobry nastrój :) Ostatnio na https://www.agatarolety.pl/ zamówiłam żaluzje bambusowe i sama je założyłam z mężem. Powiem Ci, że nieduża niby zmiana a mieszkanie wygląda inaczej :)
OdpowiedzUsuń