jest czas na miłość, jest czas na jedzenie, jest czas na ogród

Nareszcie wiosna dała o sobie znać, nie ograniczając  się tylko do kalendarza. Patrząc na prognozy pogody czuję rosnący optymizm. Nastał cza...

Nareszcie wiosna dała o sobie znać, nie ograniczając  się tylko do kalendarza. Patrząc na prognozy pogody czuję rosnący optymizm. Nastał czas ogrodu. Planów, siewów, sadzeń, cięć (oj tu dużo tego cięcia) - stary drzewostan zacieniał to co, pod nim, tworząc niezbyt ciekawy, lekko trącący zaniedbaniem artretyczny i niechlujny widok.

hosty i paprocie


Ale od początku...

Wyszłam ja sobie jednego poranka róże przyciąć, bo tak ładnie słonecznie i ciepławo. No i wiecie... pod sekator poszły nie tylko róże, ale wszystko co wymagało cięcia. Potem rozejrzawszy się po drzewostanie, co do którego już dawno miałam plany ciachania, sięgnęłam po mój najnowszy nabytek
elektyczną piłę do gałęzki nabytą na  niedawnej promce w Juli i pomyślałam, że utnę tylko parę tych gałązek co to mi w czerep i oczy wchodzą gdy wchodzę do przedogródka... 

Pojechałam po całości, nie żeby tam całe drzewa Boże broń, drzewa muszą być bo kwitną, zapylacze maja żarełko, ale i wiewióry zgrabnie suną z gałęzi na gałąź. Cień w upały też nie zaszkodzi. Ale co trzeba było machnąć poszło miękko. 

W sumie 8 drzew ogołociłam z nadmiaru badyla. Trochę żal mi się zrobiło gdy zobaczyłam ileż to kwiatów nie zakwitnie na mirabelce i jabłoniach. Ale akurat mirabelka miała naprawdę miliony przyrostów i choć świetnie odgradzała od okna toalety mojej sąsiadki, to zyskałam mnóstwo miejsca na niższe nasadzenia (no niestety sasiadko koniec siedzenia na klopie bez opuszczonej rolety, ha ha ha było tak blisko chałupę stawiać?)


bratki, biała hosta i piwonia (ten pypeć z prawej)

W tym roku postanowiłam bujnie zasilić kolorami mój ogród, mam w planach też stworzenie kilku tworów architektury ogrodowej. Kratki, pergole, obeliski. Zakładam, że wszystko zrobię sama heh...

begonia w donicy, jakoś tak lubię jednoroczne w  pojemnikach, fajna zabawa w komponowanie roślin

Jak do tej pory siewki ochoczo wyciągają swoje zielone głowo-oczy na światło dzienne. A ja się jaram nimi jak nie wiem co, gadam do nich, aż suka piszczy z zazdrości ;-)

układanka 

wylęgarnia siewek, stół, krzesła, nawet stara drewniana suszarka na ciuchy się załapała, nieużywane kocie kuwety także, jeść można na stojaka lub nieco odsunąwszy worki z oponeo, które genialnie posłużyły jako podkład do prac ogrodowych

Część siewek, jak pomidorki koktajlowe już wykształtowały liście właściwe (te pierwociny, które wychodzą z gleby to liścienie, potem pojawiają się liście właściwe), dostaną więc nowe, obszerniejsze lofty w postaci doniczek - ostatecznie wylądują na rivierze w foliaku - trochę pospieszyłam się
z wysiewem, ale może dzięki temu uniknę masakry pomidorowej w postaci pierdyliarda sadzonek, które darły japy aby je już natychmiast, koniecznie posadzić do gruntu podczas gdy ja zasuwałam przy produkcji maseczek.

Dałam więc ciała w ubiegłym sezonie, narobiłam się jak "gupia", zebrałam ze dwie garście pomidorów, reszta zgniła, uschła lub zamieniła się w niewiadomoco. Nawet ślimaki niespecjalnie były nimi zainteresowane.

nasiona zostały jeszcze z poprzedniego roku, niekoniecznie trzeba wysiewać wszystko co jest w torebce, często i tak potem sporo się wyrzuca przerywając młode rośliny


Groszek pachnący też pokazał mi jak dalece jestem niedoświadczona. Sadzonki wyrosly piękne
i jędrne, ale posadziłam je zbyt gęsto w starej balii nie wziąwszy pod uwagę, że to bardzo żarłoczna roślina, potrzebuje miejsca i dobrej gleby. Trochę porósł, nacieszył oko jedno i drugie, zakwitł jednym może dwoma kwiatkami i padł. W tym sezonie dostanie honorowe miejsce wraz z jakąś megadizajnerską kratką (własnej produkcji ofkors).

wybujały nieco groszek, hartuje się już od kilku dni na balkonie, dostał podpórki w postaci gałązek, obcięte czubki groszku też trafiły do ziemi, będzie więcej groszków


groszki można siać w rolkach po srajtaśmach, wsadzając do gruntu będzie dodatkowy nawóz, tylko nie wiem jak np. z rolkami, z rossmana - te mają nadruki, wybieram więc gładkie lub robię tutki z papieru pakowego przewiązując sznurkiem jutowym


Kosmosy czekoladowe... mniam, co za nazwa (rzeczywiście ich kwiaty pachną czekoladą) zamiast udekorowac mój przedogródek stworzyły kompletny bałagan zatapiając młode róże, lawendę i co tam jeszcze rosło. W efekcie stworzył się niezbyt ciekawy dla oka misz masz. Kosmosy czekoladowe można przechowywać na następny rok (ich korzenie rzecz jasna) zobaczę czy jeszcze mnie lubią, ale znajdę lokum jakieś mniej drażniące oczy.

naprawdę pachną czekoladowo i kolor mają piękny, ale jakoś nie poczułam do nich miłości


Na ich miejsce posadzę jeżówki, już chciwie ciągną się do życia, a ja z pazerności dosieję  jeszcze kolejne, kupiłam sporo nasion. Oglądając wszelakie inspiracje ogrodowe jestem zauroczona ich barwą, urokiem no i tym, że służą zapylaczom.

jeżówki i przegorzan kulisty, jeżówki genialnie łączą się z trawami, bylinami i jednorocznymi


Róże. To nowość w moim ogrodzie. Ale zaryzykowałam, wszak wychowałam się w ogrodzie pełnym pięknych róż, więc czemuż by ich nie mieć. Na razie uratowałam kilka marketowych okazów błagalnie wołających weż mnie... mnie... i mnie....Pomyślałam, że jak  na początkującą ogrodniczkę te róże będą ok (sześć sadzonek z ubiegłego sezonu na luzie przeżyło zimę, pomimo tego, że zafundowałam im niezły survival tej zimy, nie kopczykując czy nie robiąc innych fortec zabezpieczających przed mrozem)

Hortensje, ach jakże się ich bałam. Ale poczytałam tu i ówdzie, pooglądałam, i  zapragnęłam! Również udałam się na ratunek po owadzich marketach. Ponoć rosną wystrzałowo.

Zdaje się, że w tym sezonie zrobię w ogrodzie niezłą rewolucję. Ale to się jeszcze okaże, bo jak wiecie.... rewolucje rewolucjami, a życie życiem...


gliniane doniczki to mój kolejny fioł

to też jedna z mojej kolekcji starociowych doniczek, strzegę ich jak oka w głowie





lubię też wszelkie nietypowe dla ogrodu naczynia: wazy, miski idelnie nadają się na pojemniki do kwiatów

Moja półmieszczuchowata natura, z naciskiem na "większe pół" (ha ha mówiąc językiem matematyków) zawsze czuła ciąg do natury. W moim otoczeniu niezależnie od miejsca zamieszkania było mnóstwó roślin, kwiatów doniczkowych i rozmaitych suchych badyli.

Tak więc uwielbiam wiosnę, a zamiast siedzenia przy jajkach wielkanocnych, kiełbasah i mazurkach mam w planach kolejne siewy. Tworząc ogród kwiatowy uznałam, że wygodniej dla mojego artystycznego oka będzie komponować sadzonki roślin

Udanych świąt wielkanocnych!!!! A Wy jak spędzacie świąteczny czas?


You Might Also Like

2 komentarze

  1. Every spring is a new beginning filled with garden project and dreams. Wonderful.
    Happy easter an all my best
    Elisabeth

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że wiosenne klmaty w pełni, chętnie zobaczę co dalej

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i komentarz

Pozdrawiam :)