Przygoda z szydełkiem
sierpnia 03, 2026Prace szydełkowe to nie nowość w moim życiu twórczym. Zaczynałam jako kilkulatka nie mając zielonego pojęcia jak to się robi. Potem Mama pokazała mi jak zrobić łańcuszek i oczka. Sama nie była szydełkowa, jeśli już to wolała dzierganie na drutach. Mnie natomiast spodobała się praca z szydełkiem, a chyba najbardziej faktura tego co udziergałam.
Jako nastolatka zrobiłam kilka swetrów, szali, czapek i chyba rękawiczki. Od zawsze lubiłam mieć coś czego nie ma nikt inny, a umiejętność szydelkowania, robotek na drutach czy szycia sprawiały, że moja garderoba odbiegała od tego co nosiła ulica.
Wróciłam do szydełka tu na blogu robiąc piękny pled z babcinych kwadratów, o którym możecie poczytać [tutaj] i [tutaj] Zaczęłam jeszcze kolejny, którego nigdy nie skończyłam oraz zrobiłam kilka innych pledów i poduszek boho. W sumie margines moich twórczych zmagań. Aż do.....
Na początku lipca złamałam kość śródręcza prawej dłoni i wpakowano mnie w ortezę (dobrze, że w ortezę, a nie gips). Szycie szło jeszcze jako tako, ale krojenie tkanin nożyczkami to był lewel praktycznie nie do przejścia.
Mam na szczęście takie fajne nożyczki Fiskarsa Easy Action, które dzięki sprężynce są dość łatwe w użyciu, ale i tak krojenie tkanin nie było łatwe. Trochę więc odpuściłam szycie, ale mój Zespół Niespokojnych Rąk nie dał za wygraną i zdrową ręką sięgnęłam po szydełko i mój zapas włóczek.
I przepadłam.
A co wymyśliłam, i co stworzyłam..... w kolejnym poście.
Zaglądajcie :)

0 comments