Odmieniam lnianą koszulę, która już swoje przeżyła
stycznia 07, 2026Mam w swojej szafie takie ciuchy-kochasie, które noszę tak długo, aż im się coś nie przydarzy. Dziura, przetarcie, rozdarcie. Szczególnie lubię te ciuszki, które sama zaprojektowałam i oczywiście uszyłam.
Kilka lat temu uszyłam lnianą katanę-koszulę-kurtkę. Taką co to wiecie, zimą na t-shirt, latem na sukienkę lub tunikę. Do spodni, spódnic, sukienek. Miałam wprowadzić do sprzedaży, ale pandemia, potem len nie taki, potem odkładanie na potem. Ale powstało kilka prototypów. Jedną nosi moja psiapsióła, dwie mam na swoje noszenie. No i tak nosiłam te koszule, że w obu przetarł mi się jeden rękaw (w jednej prawy, w drugiej chyba lewy). Nie wiem jaka jest geneza tych przetarć, ale fakt są dziury.
Leżały te koszule z rok, albo i dłużej, i już miałam odzyskać len z nich - a jest taki fajny, sprany, charakterny. Gdy uświadomiłam sobie, że szkoda ich. Projekt, konstrukcja, formy, pracochłonne szycie, dobra jeszcze tkanina. Jak to tak w dobie odzyskiwania różnych materii tak po prostu je zniszczyć. O nie!
Postanowiłam je uratować. Jedną z nich dzisiaj Wam pokażę.
W tym projekcie odeszłam od wielokolorowej koncepcji na rzecz dopasowanych kolorystycznie aplikacji tulipanów. Len w kolorze naturalnym to idealna baza do tworzenia rozmaitych wzorów. Postawiłam na prostą i delikatną formę kwiatową.
Naszywane aplikacje doskonale odmieniają ubranie, tworząc nową jakość i nowy wygląd. Nadają indywidualnego charakteru i wyjątkowości nawet najbardziej banalnym ciuszkom.
Wybór padł na lny brązowy, czarny, brązowo-czarny i taki melanżowy beż.
Dzięki temu zabiegowi koszula nabrała nowego look'u, jest niebanalna, z charakterem i posłuży jeszcze jakiś czas.
Co myślicie o takich metamorfozach?






0 comments