BRUNSCHETTA

Nakręcona weekendową audycją pod wdzięczną nazwą Gastrofaza (prowadzoną przez przeapetycznego Pawła Lorocha, kto słucha Antyradia ten wie o ...

Nakręcona weekendową audycją pod wdzięczną nazwą Gastrofaza (prowadzoną przez przeapetycznego Pawła Lorocha, kto słucha Antyradia ten wie o czym mowa)  pochyliłam się nad kanapką (tym razem nie patchworkową, a kulinarną)

Bo rzecz była o kanapkach, zaś ja jestem kanapkożercą. Brak czasu oraz niechęć do stania przy garach owocuje tworzeniem dość misternych kanapek. Wprawdzie w czasach akademickich idealną kanapką była taka z żółtym serem i keczupem, a jeszcze lepiej z koncentratem pomidorowym (który uwielbiam do dziś jako bazę do wszelkich mazideł kanapkowych)

I dopiero wsłuchując się w soczyste opisy rozmaitych wytworów kanapkowych  uświadomiłam sobie jak genialna to forma jedzenia, i jak bardzo ją lubię. Choć wiadomo, że dobrze jest zjeść coś na ciepło i w płynie, i w ogóle obiad jakiś, to jednak kanapkowanie (określenie zapożyczone z produkcji patchworków) jest i moją domeną.

Kanapki mają jeszcze jedną zaletę, można je zabrać ze sobą, zapakować w pudełko, obłożyć minipomidorkami, kawałkami papryki czy innym dobrem i przegryzać na przemian, na przykład w drodze, co dla mojego podróżniczego stylu życia (bo kto jak nie matka prowadząc 120 km/h zrobi dziecku kanapkę???) było przegenialnym patentem na przeżycie moich latorośli.

Im bardziej obfita kanapka tym lepiej dla podniebienia oraz trzewi, które po absorpcji spiętrzonych smaków poczują znakomitą rozkosz i spełnienie. A taki nasycony brzuszek to i myślenie lepsze, i humorek, i jakaś taka ogólna dobroć rozpływająca się po jestestwie. Nie ma to, że człek zległby gdzieś w piernatach, a jedynie usiadł wygodniej i wysączył naparstek espresso, po czym raźniej ruszył do roboty.

Tak więc głosząc glorię i chwałę dla buły z kotletem i liściem w pełni rozkoszowałam się pomysłami na formowanie misternych dzieł pod nazwą kanapka.

Z tych kilkunastu propozycji uwiłam sobie kanapkę z  brunschettą. Jako, że pomidor to moje ukochane warzywo, które mogę w każdej postaci, wsparły mnie trzy z lekka omdlałe pomidorki rzymskie, które aż prosiły się by je wykorzystać.


Pieczywo z zamrażarki (bossssszzz co za geniusz wymyślił mrożenie pieczywa) posłużyło za bazę, na której oparły się owe pokrojone w kosteczkę, roznegliżowane pomidorki, niedbale obrzucone pokiereszowanymi listkami bazylii i zaimplementowanymi kilkoma ząbkami czosnku wraz z solą i pieprzem


Zamiast oliwy z oliwek użyłam smalczyku wytopionego z boczku pokrojonego w słupki, pieczywko ogrzane w piekarniku obłożone boczkiem i brunschettą stało się dzisiejszym najlepszym śniadaniem ever.




A z kanapek prezentowanych przez Loroszka, zaintrygowała mnie japońska kanapka z bitą śmietaną i owocami oraz kanapka Elvisa Presleya, tost z masłem orzechowym, bananem, bekonem i nie pamiętam czym jeszcze.



You Might Also Like

0 comments