patchwork, jak to się robi?

Często pytacie mnie jak robi się (szyje znaczy) patchwork. Wiadomo, że jest on zszywany z kawałków tkanin, różnych kawałków, bo można go szy...

Często pytacie mnie jak robi się (szyje znaczy) patchwork. Wiadomo, że jest on zszywany z kawałków tkanin, różnych kawałków, bo można go szyć na tysiące sposobów. Od najprostszych składających się z kilku całkiem dużych kawałków poprzez mniejsze, małe, malutkie. Patchworki modern są już bardziej skomplikowane choć jak się na nie patrzy wydają się o wiele prostsze. Klasyczne, łączone z kolorowych kwadratów są takimi jakie najbardziej lubię.

Sporo mam rozpoczętych, mnóstwo w głowie, na kartkach, kilka dysków teragigowych zawalonych inspiracjami. I pozostaje tylko jedno.... żałować, że ma się tylko dwie ręce i dobę 24 godzinną. Owszem szycie męczy, te z Was które zajmują się szyciem zawodowo wiedzą jak męczące potrafi być siedzenie przy maszynie, ale też ile radości niesie taka praca.
Przy szyciu patchworku siedzenia raczej mało, najpierw trzeba dobrać tkaniny, rozrysować wzór, obliczyć czego i ile wychodzi na jeden blok lub pasek (zależy jaki patchwork szyjemy), dokładając zapas na szycie oraz wziąć pod uwagę fakt, iż po pikowaniu patchwork też nam się zmniejszy. A zmniejszy o tyle w jaki sposób go pikujemy, czy są to proste pikowania po szwach, czy może fantazyjnie, a jeszcze jak fantazyjnie, bo jak ścieg drobniutki to patchwork jeszcze bardziej się ściąga....

No to jak już wiemy co chcemy, kroimy kwadraty, które albo zszywamy, albo zszywamy i kroimy jeszcze (to zależy od techniki jaką wybraliśmy), zszywamy ponownie.. oczywiście prasujemy każdy szef..... tworzymy całość co ja nazywam górką, czyli to co jest wierzchem.

Potem przychodzi pora na pikowanie, najfajniejsza ale i najgorsza rzecz. Pikowanie na zwykłej maszynie potrafi być niezłą mordęgą, duży format ciężko (nawet zrolowany) mieści się pod ramieniem maszyny. Są owszem maszyny specjalistyczne z długim ramieniem (kiedyś taką pokazywałam TUTAJ ), ale gdy szyje się patchwork 250x250 cm nawet taką maszyną pikowanie, to bardzo męcząca praca.

Dla ułatwienia żywota (i pracy) kupiłam ramę do pikowania z bardzo szybką maszyną (to też ważne by szyła szybko, bo znów przy formatach ok. 2,5 m i pikowaniu dość gęstym - na kilku zdjęciach pokazałam takie gęsto pikowanie, można dostać kota i fioła jednocześnie tak pikując i pikując, i pikując...)

Na ramie są trzy rolki o długości max. 3 metrów, na jedną nawijamy górkę (czyli to co tak misternie zszywałyśmy z tych drobnych lub mniej drobnych kawałków), na drugą nawijamy tkaninę spodnią patchworku, a  pomiędzy wkładany ocieplinę, a na trzecią nawijamy całość po przepikowaniu.
Maszyna jest prowadzona na specjalnym wózku i ręcznie sterowana. Tak więc w 100% jest to ręczna robota.
Owszem oglądam na amerykańskich blogach jakieś komputerowe pikowarki wrrrrrrrrrrrrr z możliwością zaprojektowania esów-floresów... ale póki co bawię się ręcznie. Rama ma co prawda coś co się nazywa pantografem (taki patyk, którym "jeździ" się po narysowanym np. na kartce wzorze, ale nigdy nie korzystałam z tego, choć ramę mam prawie 2 lata).

I kilka migawek :) no to właśnie taki z kilku większych kawałków, można poszaleć z kolorami i wzorami (ale co tam w patchworku w ogóle można poszaleć :)))

 kolory, kolory, kolory......


 a tu gwiezdne wariacje czyli drobne pikowanie (na ramie oczywiście)

 szybko szyjąca janome QCP 1600 doskonale pokonuje kolejne kilometry patchworków długo nie mogłyśmy się dogadać w kwestii naprężania nici, ale jak już nam się udało.....
mmmmmm pikowanie to czysta przyjemność (pod warunkiem, że nici są dobre i nie zrywają się ;-)

doskonale radzi sobie z każdym wzorem i z każdą grubością



 a tu jeszcze kilka "gwiazdorskich" impresji,  o których będę jeszcze pisać :))
stara apteczka to apteczka  mojego Taty, posiada jeszcze oryginalne, 
nieużywane akcesoria z roku..... 1973!!!!!! 
normalnie VINTAGE pełną gębą!!!


No i na koniec co? Wieszamy, składamy, układamy i tak w stercie patchworków powstaje kochani co.....?????????
 MOJA WYMARZONA GALERIA PATCHWORKU 
(o tym też jeszcze napiszę :)))

 ostatni mój megawyczyn 250x250 cm kolorystyka, którą uwielbiam
 tu z cudownymi odcieniami szarości :)

 no i powoli rodzące się przedświąteczne klimaty :))


Uściski kochani i raz jeszcze wielkie przeprosiny dla tych, którzy z trudem dostali się pod mój nowy adres dla tych, którzy mają konta na google+ i ich komentarze są niewidoczne (na blogu, bo na g+ odbieram i odpisuję) i dla obserwatorów, których niestety :( przez zmianę adresu utraciłam.

Mam nadzieję, że za jakiś czas wiele wróci do dawnego ładu.... no tak w życiu jest, że zmiany pociągają za sobą kolejne zmiany.

O zmianach, nowościach też niebawem słów kilka. 
Tymczasem pozdrawiam serdecznie wszystkich i do miłego :))))




You Might Also Like

23 komentarze

  1. Piękne projekty! Już się nie mogę doczekać Galerii:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.... ja też nie mogę się doczekać, trochę jeszcze mi się przeciągają sprawy lokalowe....

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  2. Reniu, super to opisałaś i pokazałaś, ja się teraz bawię w szycie narzuty, ale nie mam takich fajnych pomocników jak Twoje, więc się męczę - dziś przyszpiliłam pikowania, jutro będę to zszywać- trzymaj za mnie kciuki, żeby mi dobrze poszło

    a na kurs kiedyś do Ciebie na bank przyjadę, nawet jakbym nie miała już nigdy więcej uszyć żadnej narzuty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to trzymam kciuki, do połączenia warstw używaj agrafek lepiej i trwalej trzymają. Będzie dobrze, choć wiem, że ciężko się pikuje, ale dasz radę :))

      Na kurs oczywiście zapraszam, ale gdzie Ty moja droga teraz o kursach będziesz myśleć :))))

      Uściski

      Usuń
    2. poczekaj, styczeń pewnie będzie martwy sezonowo, to pomyślę i się zjawię ;)

      a co do opisu na FB- oj musisz jeszcze raz go przeczytać, bo to nie to, o czym większość pomyślała :D

      buziaki

      Usuń
    3. Ok, zapraszam Kasiu :) ale że jak, to ja coś źle zrozumiałam?
      Noszzzz.... w wolnej chwili zajrzę ;-)

      Usuń
  3. Ach ! Świetne te pikowania... Oprócz dobrej maszyny chyba potrzebny jeszcze duży stół... Ja miałam malutki i samo przeszycie 3 warstw (nie mówiąc już o esach floresach) to była masakra, wszystko się rozsuwało....
    Podziwiam i podziwiam, te gwiazdki są cudne :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie stoły zawalone maszynami albo tkaninami, generalnie mam tylko taki pod matę do krojenia. Dopóki nie kupiłam ramy patchworki kanapkowałam na podłodze wrrrrrr......
      Teraz składam na ramie, to naprawdę genialny wynalazek.

      Gwiazdorska produkcja wystąpi w programie internetowym :))

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  4. mistrzostwo w każdym calu :) jestem ciągle pod wielkim wrażeniem Twoich dzieł - pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo mi miło, bo ja jestem ciągle pod wrażeniem piękna patchworku w ogóle :))))

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. przeczytałam wszystko dokładnie i nadal nie wiem "jak to się robi" :-) Brakuje tam punktu o talencie i Twojej magii, Renatko :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och Asiu.... ja po prostu uwielbiam patchworki (to chyba ta magia :) a talent.... to bardziej pracowitość, konsekwencja, pasja..... no w każdym razie tak właśnie :) dziękuję Ci :)))) i buziaki przesyłam.

      Usuń
  6. Genialne! Reniu ja jestem fanka Twoich patchworkow, po pierwsze dlatego ze tak duzo ich tworzysz. To prawda na kazdy potrzeba duzo czasu, sily i cierpliwosci.
    Te fantazyjne pikowania sa superowe, ja nadal mam przed nimi stracha, moze kiedys odwaze sie.
    Super zdjecia no i piekne tkaniny.
    usciski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze uwielbiam patchworki,
      po drugie uwielbiam patchworki,
      po trzecie uwielbiam patchworki :))) stąd to wszystko. Chciałam mieć pracownię właśnie taką, żeby móc robić patchworki i to chyba mój jeden z większych sukcesów, a teraz jeszcze galeria (już się otwiera za momencik).

      Ale Anetko.... jeszcze trochę a jak spróbujesz.... zobaczysz :))
      Oj tkanin szukam i szukam, i wiecznie wygrzebuję :)

      Ściskam :)

      Usuń
  7. Ciekawy wynalazek ta rama do pikowania. Interesująco to opisałaś. A Twoimi patchworkami zachwycam się od dawna i lubię odwiedzać Twój blog jak pojawia się coś nowego. :)
    W komentarzach wspominasz o macie do krojenia. Czy jako znawczynię tematu mogę zapytać jaką polecasz? Czy warto kupić droższą (te z Olfy są np. dużo droższe i nie wiem, czy jest to cena tylko za markę czy za jakość) i jaka wielkość jest optymalna (do większych elementów, nie do patchworku)? A nóż jaki jest najlepszy?

    Pozdrawiam,
    Alicja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rama to fajny wynalazek, naprawdę bardzo mi pomaga :)
      Matę rzeczywiście lepiej kupić droższą, one są niby samoregenerujące się, ale jak ciacham tyle kawałków to szybko je po prostu zbyt mocno nacinam i muszę używać jej z innej strony. Olfa wiem, że prowadzi sprzedaż mat, ale jakiej firmy nie potrafię powiedzieć. Jedną taką ok, 50x70cm kupiłam gdzieś w necie i dość długo mi służyła. Później kupiłam dwie w Strima Atelier w Łodzi takie duże ok 90x60 cm (jedną różową :))) i wydaje mi się, że są słabsze, twardsze, szybciej się nacinają.

      Używam noży krążkowych olfa są dobre, mam jeszcze elektryczny krążkowy, ale te ręczne są ok.

      Dziękuję Ci za miłe słowa i pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. :)
      Czyli z tego, co zrozumiałam, te droższe są lepsze i trwalsze.

      Pozdrawiam,
      Alicja

      Usuń
  8. Dziekuje za ten post! Od dawna podziwiam Twoje patchworki i choc sama szyję ciągle mi odwagi brak do spróbowania, bo boję sie pikowania....A Ty piszesz ze łatwizna!!:))!Kurcze no chyba w końcu spróbuje! Choc nie wiem jak osiągne takie ładne esy floresy....pewnie ćwiczenie czyni mistrza...Tak czy owak zmotywowałas mnie i musze wydłubać coś małego!:) A narzuta szaro-zółto-biała BOOOSKA!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą łatwizną to jest tak, że jak się coś bardzo chce zrobić to się zrobi :) sama czasem mam takie dni, że wszystko mi się chrzani.....

      Esy floresy pod zwykłą maszyną są możliwe ale łatwizną nie są.
      Jednak mam wrażenie Asiu, że kto jak kto, ale Ty sobie poradzisz :)

      Ta szaro-żółta też mi się podoba to już drugi taki gigant :))

      Ściskam Cię i dziękuję za miłe słowa, i odwiedziny :)

      Usuń
  9. U Ciebie to wyższa szkoła jazdy:)
    ale z moich ścinków też kiedyś powstaną patchworkowe poduszki :)
    pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Superanckie ;). Jako że zdolności szyciowych nie posiadam wcale to tym bardziej podziwiam. Ile to trzeba nici na taki jeden patchwork, o zasobach cierpliwości nie wspominając ;-). Pozdrawiam serdecznie,

    Ola

    OdpowiedzUsuń
  11. Narzuta gigant jest moją własnością, więc chętnie wypowiem się jako użytkownik. Poza walorami estetycznymi, które są niezaprzeczalne to narzuta jest dopracowana, mięsista (takie trudno znaleźć w sklepie) i sprawdza się fantastycznie, a najważniejsze - widać w niej włożone serce.
    Pozdrawiam,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  12. Thanks for sharing your info. I truly appreciate your efforts
    and I am waiting for your next post thank you once again.

    Also visit my webpage - lasertest

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za komentarz
Pozdrawiam

/proszę nie zamieszczać reklam/

Flickr Images

Google+